Kliknij tutaj --> 🪼 mąż mnie kocha a ja go nie

Jestesmy ze sobą 9 lat, mamy niespełna 2 letnią córkę i jestem w 8 miesiącu ciąży. Niby wszystko ok. Poukładane życie. Mąż mnie nie bije, nie zdradza, poprostu mnie nie kocha A ty dajesz mu przyzwolenie na to, żeby cię nie szanował i wykorzystywał. Kobiety pozwalają sobą pomiatać i manipulować. Być może to widzą, a być może nie chcą tego dostrzegać. Uwierz, nie ma sensu być z kimś, kto cię nie szanuje. Wiem, że ciężko się rozstać, bo go kochasz. Nie wiadomo ile na temat tej "przyjaźni" wie jej mąż, ale widocznie ich małżeństwo go satysfakcjonuje, może ona nie jest tak obojętna wobec męża, jak zakochany w swojej muzie mąż autorki. Nikt też nie mówi tutaj o romansie, a o wieloletniej zdradzie emocjonalnej, platonicznej miłości do wakacyjnej dziewczyny sprzed 20 lat Bardzo kochałem moją żonę. Zawsze mi pomagała, razem pokonywaliśmy trudności. Ale kiedyś, po powrocie z wesela, długo nie mogłem zrozumieć zachowania Małgosi. Unikała mnie przez cały wieczór. Nawet nie siedzieliśmy razem. Po prostu mnie nie zauważała. Później okazało się, że Małgosia wcale mnie nie kochała. Twój mąż właśnie go z tobą wziął, choć pewnie sam o tym nie wie. Jeśli twój partner stał się apatyczny, jeśli wyczuwasz, że ty i wasz związek staliście mu się obojętni, koniecznie zwróć uwagę na kilka dodatkowych sygnałów ostrzegawczych, świadczących o tym, że ten związek, w jego sercu i głowie, już się zakończył. Site De Rencontre Totalement Gratuit 2013. Nie ma pomiędzy wami komunikacji Nie ma pomiędzy wami komunikacjiBrak szacunkuNie macie ochoty na dotykCzujesz się kontrolowanaMacie bardzo często odmienne poglądyDenerwujecie się z byle powoduNie czujesz do niego pociągu seksualnegoNie czujecie się już połączeniŻyjecie w ukryciuPrzestałaś się o niego troszczyćNie umiecie się dogadaćSamotność w związkuRóżnica zdań zawsze kończy się awanturąNie widzisz go w swojej przyszłościNie możesz już być sobąNie ma w was chęci naprawyTwoi bliscy są przeciwkoWolisz spędzać czas w pojedynkęDenerwujesz się przez niegoMyślisz o rozstaniu Dobra komunikacja to jeden z najważniejszych elementów każdego związku. Jeżeli nie lubisz rozmawiać z partnerem, nie jesteś już zaangażowana uczuciowo w tę relację. Kiedyś robiłaś to także dla siebie, a teraz myślisz, że wcale tego nie potrzebujesz. Brak szacunku W związku najważniejszy jest szacunek. Z biegiem czasu nie powinien on wcale się zmniejszać – wskazana jest odwrotna tendencja. Brak szacunku oznacza coś bardzo złego. To koniec miłości i nieważne, co do tego doprowadziło. Nie macie ochoty na dotyk A wręcz od niej stronicie. Chodzi o każdą formę cielesnego kontaktu – nie tylko kwestie łóżkowe, ale też trzymanie się za ręce, przytulanie czy głaskanie. Czujesz się kontrolowana W zdrowej relacji każdy ma też czas dla siebie i może mieć swoje prywatne sprawy. Jeżeli tak oczywiste rzeczy stają się towarem deficytowym, wtedy jest dobrze zdecydować się by odejść. Macie bardzo często odmienne poglądy Nawet w najbardziej udanym związku nie musimy mieć identycznego zdania na każdy temat. Problem pojawia się wtedy, gdy wygłaszamy swoje zdanie i potrafimy się z tego powodu jedynie atakować. Denerwujecie się z byle powodu Każdy pretekst jest dobry, dlatego wciąż jest między wami gęsta i napięta atmosfera. Słowa i czyny partnera wydają ci się atakiem. Nawet jeżeli niczego złego nie miał na myśli. Nie czujesz do niego pociągu seksualnego Na początku pomiędzy partnerami jest duża chemia i wręcz nie mogą oderwać od siebie rąk. Po dłuższym czasie ona opada, ale to naturalna kolej rzeczy. Partnerzy nadal wzajemnie się pociągają – po prostu wielki ogień nieco przygasł. Jeżeli jednak na myśl o wspólnej nocy, ogarnia cię niechęć, to jeden z sygnałów, że już go nie kochasz. Nie czujecie się już połączeni Chodzi o słynne „to coś”. Poczucie, że jesteśmy bratnimi duszami i łączy nas coś magicznego, nad czym warto pracować. Żyjecie w ukryciu Nie da się być razem, chowając to przed całym światem. Mężczyzna powinien bez najmniejszych oporów mówić o was wszystkim swoim bliskim. Jeśli tego nie robi, to coś jest na rzeczy. Przestałaś się o niego troszczyć Kobieta, która kocha, czuje strach i jest jej przykro na myśl, że facet mógłby sobie kogoś znaleźć na boku. W sytuacji, gdy z jej strony nie ma żadnych uczuć, nie pojawia się żaden niepokój, smutek – nawet żal czy poczucie upokorzenia. Życiowy partner staje się dla niej całkowicie obojętną osobą. Nie umiecie się dogadać Jeszcze jakiś czas temu rozumieliście się bez słów, a teraz nawet nie próbujesz walczyć o zgodę i porozumienie. Złe emocje są czymś absolutnie naturalnym w waszej relacji. Samotność w związku Tak, nawet w relacji z partnerem czy bliskimi można mieć poczucie osamotnienia. Chodzi o taką sytuację, kiedy czujesz, że partner życiowy wcale Cię nie wspiera ani nie rozumie. Doskonale wiesz, że nie możesz porozmawiać z facetem na każdy temat, bo nie spróbuje on zrozumieć twoich odczuć albo w ogóle nie będzie chciał cię wysłuchać. Różnica zdań zawsze kończy się awanturą Brak porozumienia to moment, kiedy warto przedstawić swoje racje. Ale wy już tego nie potraficie, bo od razu rozpoczyna się kłótnia. Nie widzisz go w swojej przyszłości Wyobrażenia i plany jakie wobec niego masz są dużą podpowiedzią na temat uczuć wobec mężczyzny. Poza tym jest jeszcze jeden ważny aspekt świadczący o tym, że angażujesz się w waszą relację. To wspólne snucie planów oraz pragnienie tych samych rzeczy. Ludzie, których łączy miłość dzielą się ze sobą przemyśleniami dotyczącymi życiowych celów oraz opowiadają o marzeniach. Jeżeli między wami tego nie ma, to wyraźny sygnał, że funkcjonuje on tylko teoretycznie. Nie możesz już być sobą Powoli sobie uświadamiasz, że przestałaś tak naprawdę być kimś takim, o kim on marzył i próbujesz ratować relację w ten sposób. To tylko wydłuży czas upadku związku skazanego na niepowodzenie. Nie ma w was chęci naprawy Poddaliście się i oboje macie tego świadomość. Najwyraźniej czekacie na ruch drugiej osoby, która odważy się powiedzieć głośno: to nie działa, dajmy sobie spokój. Twoi bliscy są przeciwko Zwykle nie liczymy się z ich opinią, bo to przecież wyłącznie nasza sprawa. Pomyśl mimo wszystko, dlaczego wszyscy bliscy nie są do końca zadowoleni z twojego wyboru. Wolisz spędzać czas w pojedynkę Co czujesz, kiedy on powiadamia cię, że spędzi weekend w pracy, a nie z tobą? Jeśli to ulga, a nie rozczarowanie – sprawa jest ewidentna. Denerwujesz się przez niego Kolejną oznaką braku miłości jest to, że prawie każde jego działanie lub jego brak działa ci na nerwy. Wcześniej na niektóre zachowania faceta przymykałaś oko a może nawet niektóre z nich wydawały Ci się słodkie. Teraz, gdy o nich pomyślisz, ogarnia cię irytacja. Myślisz o rozstaniu Jakiś czas temu wyobrażałaś sobie waszą wspólną przyszłość, natomiast obecnie myślisz raczej o tym, jak uwolnić się od partnera. Zastanawiasz się, jakbyś to zrobiła, jakby on zareagował i jakbyś się potem czuła. fot. Adobe Stock, goodluz Nie, nie cieszyłam się, kiedy Tomasz zginął. Nie jestem potworem. Ale muszę się przyznać, że poczułam ulgę. Życie z nim było naprawdę trudne. Czy kochałam męża? Tak, przez kilka lat. Rok przed ślubem do szaleństwa, potem jeszcze przez dwa, może trzy lata. A przez kolejne 40 lat po prostu w tym małżeństwie trwałam. Bo uważałam, że to mój obowiązek. Wiem, dlaczego tak łatwo dałam się zauroczyć Tomaszowi. Po latach pętania się po domach ciotek bardzo chciałam wreszcie być na swoim. Miałam 18 lat, nie wiedziałam, że to nie oznacza, że muszę znaleźć męża. Mamy nie pamiętam. Zmarła, kiedy nie miałam nawet trzech lat. Tata się załamał. Nie umiał się mną zajmować. Po kilku miesiącach zamieszkałam z ciocią Olą, siostrą mamy. Spędziłam u niej osiem lat. Byłam z nią szczęśliwa. Zabrała ją ta sama choroba co mamę – nowotwór piersi. Teściowa uważała, że synowa to popychadło Nie wiem, jak to wyglądało naprawdę, ale miałam wrażenie, że reszta rodziny ciągnęła na pogrzebie cioci losy. Przegrany musiał się zaopiekować mną. Myślę, że wtedy skończyło się moje dzieciństwo. Wuj Ryszard i ciotka Ilona zajmowali się mną przez dwa lata. Ale kiedy urodziły im się bliźniaki, przekazali mnie ciotce Agacie i jej mężowi Wojtkowi. Trójka ich dzieci nienawidziła mnie. Ich najstarszy syn Jacek zaczął mnie obmacywać, jak miałam 14 lat. Kiedy o tym powiedziałam cioci, wyrzuciła mnie z domu. Zlitowała się nade mną siostra babci, ciocia Irena. Byłam jej wdzięczna, zanim zorientowałam się, że po prostu potrzebowała darmowej sprzątaczki i kucharki. Chyba w tych rolach się sprawdziłam, bo jak Irena zmarła, koniecznie chciały mnie jej dwie młodsze siostry, obie wdowy grubo po siedemdziesiątce. Wygrała ciotka Celina. Mieszkałam z nią, kiedy poznałam Tomasza. Przyszedł do domu malować ściany. Chodził po całym domu półnagi i prężył muskuły. Zakochałam się od razu. Tomasz był tylko pomocnikiem, ale opowiadał mi, że lada chwila założy swoją własną firmę remontową. Wierzyłam mu. We wszystko. Także w to, że mnie kocha i że jak zgodzę się zostać jego żoną, będę jego królową i niczego mi w życiu nie zabraknie. Zaraz po ślubie zamieszkaliśmy z jego rodzicami. Teściowa okazał się gorsza niż ciotka Celina. Uważała, że synowa to darmowe popychadło. Gotowałam, szorowałam podłogi, prałam i prasowałam. Raz spróbowałam o tym porozmawiać z mężem. Ofuknął mnie, że jestem niewdzięczna, bo mieszkamy pod dachem jego rodziców za darmo. Poskutkowało. Wynajęliśmy mieszkanie – Mamusia całe życie zajmowała się domem. Nie miała córki, żeby jej pomogła. Cieszę się, że teraz może odpocząć – odpowiedział. Wyprowadziliśmy się dopiero, gdy urodził się Maciek. Teściowej przeszkadzał płacz dziecka. Kiedy Tomasz ciągle pouczał mnie, żebym coś zrobiła z małym, bo nie jesteśmy u siebie i musimy się liczyć ze zdaniem mamy, po raz pierwszy się postawiłam. – Tomek, są dwa wyjścia. Mogę udusić Maćka poduszką albo się wyprowadźmy – warknęłam. Wreszcie byłam u siebie. Dalej harowałam, bo Tomasz nie dotykał się do żadnych prac domowych ani nie pomagał przy dziecku. Ale przynajmniej robiłam to po swojemu. Nigdy nie pracowałam zawodowo – więc nie miałam własnych pieniędzy. Tomasz dawał mi wyliczone kwoty na zakupy i sprawdzał rachunki. O pieniądze na buty dla siebie czy płaszcz musiałam prosić. Przy każdej okazji wypominał mi, że to są JEGO pieniądze, nie moje. A jednocześnie wypominał mi, że na chrzciny syna kuzyna włożyłam tę samą sukienkę co na jego wesele. – Mogłabyś się postarać, żeby nie wyglądać jak kocmołuch – przygadał mi, kiedy wróciliśmy. Przypomniałam mu, że prosiłam o pieniądze na sukienkę, ale mi ich nie dał. – Pieniądze i pieniądze. Masz maszynę do szycia, możesz coś uszyć, przerobić. Żona Patryka wszystkie ubrania dla siebie i dzieci szyje sama, wiesz, jaka to oszczędność? – oznajmił. Tomasz nigdy nie podniósł na mnie ręki Poddałam się. Jak w wielu innych sprawach. Po prostu żyłam z dnia na dzień. I cieszyłam się, że Maciek zdrowo rośnie. Gdy czasem było mi bardzo źle, przypominałam sobie uśmiech synka i wiedziałam, że muszę zaciskać zęby dla niego. Tomasz nigdy nie podniósł na mnie ręki. Moje koleżanki ze szkoły uważały więc, że jest dobrym mężem i że wydziwiam. Ale ja się w małżeństwie dusiłam. Kiedyś wyobrażałam sobie, że z mężem, a potem i dziećmi będziemy zwiedzać Polskę, a może i Europę. Że będziemy razem robić mnóstwo rzeczy: bawić się, chodzić do kina, że będziemy mieć mnóstwo przyjaciół. Owszem, Tomasz miał kolegów. Spotykali się w każdą sobotę. W barze, sami, bez żon. Wracał z tych spotkań kompletnie pijany, w niedzielę wstawał dopiero na obiad. Pierwszą próbę zaczęcia pracy zawodowej podjęłam, kiedy Maciek poszedł do przedszkola. Chciałam mieć swoje pieniądze, swoją odskocznię od domu. Ale prawda jest taka, że moja pensja na pewno by nam się przydała. Wbrew zapowiedziom Tomasz ciągle nie założył swojej firmy. Zatrudniał się raz tu, raz tam. Pieniądze raz były, a raz nie. – Oszalałaś? Jaka praca? W domu masz jej za mało? Mam wracać z pracy do bałaganu i robić sobie kanapki? Nie ma mowy – zareagował nerwowo. Przekonywałam, że dam radę i zająć się domem, i pracować. Tak bardzo chciałam się wyrwać z domu… Nic z tego. Maciek miał już 13 lat, kiedy Krysia, moja znajoma z technikum, zaproponowała mi pracę w kwiaciarni: – Jola, otwieram filię na drugim końcu miasta, potrzebny mi do pracy ktoś zaufany. Wiem, że lubisz kwiaty, a kurs bukieciarski ci opłacę. Nie udało się. Tomasz zdenerwował się tak bardzo, że myślałam, że to będzie ten pierwszy raz, kiedy mnie uderzy. – Czegoś ci brakuje? Głodujesz czy co? Przygód szukasz, o to ci chodzi! – ryczał. Dałam spokój. Najgorsze, że przestałam marzyć O podróżach, pracy, nauce francuskiego czy tańca towarzyskiego. Pogodziłam się z tym, że nic mnie już dobrego w życiu nie czeka. A o tym, że może kiedyś zostanę wdową i będę mogła żyć po swojemu, nawet nie miałam odwagi myśleć. To na pewno byłby grzech. Tomasz zginął na budowie. Spadł z rusztowania. Maciek już wtedy od lat mieszkał w Dublinie. Teściowie nie żyli. Byłam zupełnie sama. Oczywiście, popłakałam się. Spędziłam z Tomaszem 40 lat i ciągle pamiętałam, że kiedyś go kochałam. Potem trzeba było załatwiać pogrzeb, formalności, nie miałam czasu myśleć, co dalej. Tomasz przez większość życia odkładał minimalne składki na ZUS. Rok wcześniej przeszedł oficjalnie na emeryturę. Okazało się, że tę emeryturę teraz będę dostawać ja. To był szok. Miałam 60 lat i po raz pierwszy w życiu własne pieniądze. Małe, ale dla mnie to było wielkie wydarzenie. Wiedziałam, że będę musiała żyć oszczędnie, ale na początku zaszalałam. Kupiłam sobie nową sukienkę i kozaczki. Poszłam do fryzjera, pierwszy raz od ślubu. A potem opróżniłam dawny pokój Maćka ze wszystkich gratów Tomasza (nie lubił nic wyrzucać) i urządziłam tam sypialnię z prawdziwego zdarzenia. Koniec ze spaniem na wysłużonej wersalce! On zmarł, a ja zaczęłam żyć Po tym szaleństwie do końca miesiąca jadłam makaron z serem. Po pierwsze, na więcej nie było mnie stać. Po drugie – nie chciało mi się gotować i zmywać. Spacerowałam, oglądałam jak leci seriale w telewizji i wylegiwałam się w fotelu. Było cudownie, ale… szybko się znudziłam. Zadzwoniłam do Krysi, tej od kwiaciarni. Wiedziałam, że teraz prowadzi już całą sieć – widziałam jej szyldy w kilku punktach miasta, jeden całkiem blisko mojego mieszkania. – Nie potrzebujesz pracownika? Mogę sprzedawać kwiaty, ale też sprzątać, cokolwiek – zaproponowałam. – Wiesz, zastanawiałam się, kiedy zadzwonisz, odkąd dowiedziałam się, że Tomasz nie żyje. Jasne, że znajdę dla ciebie pracę. Tylko daj mi chwilę, żebym wszystko poukładała. Okazało się, że pani Kasia, która pracowała w kwiaciarni koło mnie, chciała przenieść się gdzieś bliżej domu. A pracująca w filii na jej osiedlu Marta szykowała się do zostania mamą. – Przez pierwszy miesiąc popracujemy razem. W międzyczasie zrobisz kurs. Dasz sobie radę, zobaczysz – Krysia, od zawsze kobieta samodzielna, bardzo kibicowała mojej późnej „emancypacji”. – A dziś dla uczczenia naszej współpracy idziemy na kolację. To było kolejny pierwszy raz w moim życiu – nigdy wcześniej nie byłam w restauracji. Kilka razy zabrałam Maćka na frytki do baru – oczywiście w tajemnicy przed Tomaszem, bo to „wyrzucanie pieniędzy w błoto”. Na wyjście do restauracji włożyłam nową sukienkę, umalowałam się. Przejęłam stery – Od dziś robisz już tylko to, na co masz ochotę – powiedziałam do swojego odbicia w lustrze. To był wspaniały wieczór. Po kolacji poszłyśmy do pubu. Piłyśmy piwo, chrupałyśmy orzeszki i nawet spróbowałam gry w rzutki. To, co dla większości ludzi jest codziennością, dla mnie było czymś nowym i cudownym. To, że rano trzeba się porządnie ubrać i umalować. To, że w ciągu dnia spotyka się mnóstwo ludzi. To, że zamiast gotować obiad, można wyskoczyć na kawę i kanapkę do lokalu obok. I to, że wieczorem można iść na kurs tańca albo leżeć na kanapie. I że to jest twoja decyzja. Na początku chciałam od razu spróbować wszystkiego, o czym dawno temu marzyłam. I pracy, i wyjazdów, i nauki języków, i tańca, i słodkiego nicnierobienia. Ale szybko się przekonałam, że tak się nie da. Zrobiłam listę. Rzeczy, które muszę zrobić, które chcę i które mogłabym. I które są najpilniejsze. Pracę już miałam odhaczoną. Znajomości – też (Krysia wciągnęła mnie do swojej babskiej paczki). Podróże – poczekają do lata. Na wyjazd nad morze już byłam umówiona z Krysią. Kolejny na liście był kurs tańca. Trochę się wstydziłam, ale okazało się, że w domu kultury są takie specjalne dla osób 50 plus. – Pani Jolu, pani jest urodzoną tancerką! – komplementował mnie instruktor. I chyba nie była to tylko kurtuazja – na parkiecie czułam się jak ryba w wodzie. Na Boże Narodzenie przyjechał do Polski Maciek z rodziną. – Jejku, babciu, jak ty pięknie wyglądasz, prawie cię nie poznałam – zawołała na mój widok Zosia, sześciolatka. Postanowiłam spełniać marzenia Jej mama próbowała przepraszać za szczerość córki. – Daj spokój, przecież mam lustro. I wiem, co makijaż, strój i fryzura potrafią zrobić z kobietą, nawet w moim wieku – przerwałam jej. – Mamuś, przepraszam – wyszeptał. – Synku, za co? – Że uciekłem. I cię zostawiłem z tatą. Przecież wiedziałem, że jesteś nieszczęśliwa. Mogłem cię ściągnąć do siebie. Obiecuję, będziemy przyjeżdżać do domu częściej. A kto wie, może wrócimy do Polski? Mam pewną propozycję z Warszawy. Nie chcę zapeszać, więc na razie więcej nie powiem. W styczniu okazało się, że rzeczywiście Maciek z rodziną wraca do Polski. To było jedno z moich marzeń, mieć ich bliżej siebie. Ale na mojej liście były też „odwiedziny u Maćka”. Ta pozycja awansowała więc na pierwsze miejsce. Bilety mam już kupione, lecę za dwa dni. – Jak tak dalej pójdzie, szybko będziesz musiała znaleźć sobie nowe marzenia, bo te, które masz na liście, zaraz ci się skończą – zażartowała wczoraj Krysia, która wpadła pomóc mi się spakować. A potem złapała flamaster i na dole mojej kartki dopisała: „Romans”. Zaczęłam się śmiać, popukałam się w czoło, zabrałam Kryśce mazak i skreśliłam ten dopisek. Ale ten żart dał mi do myślenia. Skoro już wiem, że wolno mi marzyć i że marzenia się spełniają, to może i na miłość nie jest za późno? W nocy wstałam z łóżka, poszłam do kuchni, zakreśliłam słowo „romans” kółkiem i dopisałam: „W sumie czemu nie”. Czytaj także:„Przez chorobę córki, moje małżeństwo zawisło na włosku. Żona postawiła mi ultimatum: albo przeprowadzka, albo do widzenia”„Po tragicznej śmierci córki, nad moje życie nadeszły czarne chmury. Dopiero miłość zdołała je przepędzi攄Ojciec porzucił nas, żeby zbawiać świat. Imponowało mi to, dopóki nie zrozumiałem, że poświęcił rodzinę dla swojego ego” Zapewne zauważyłaś, że niektórym ludziom trudno powiedzieć, te dwa krótkie słowa, pomimo faktu, że często używają ich w innych sytuacjach, podczas codziennej konwersacji np. „Uwielbiam sernik”, „Kocham sport” itp. Czy jeśli ktoś nie mówi „Kocham Cię” oznacza to, że nie jest w stanie tego powiedzieć, czy oznacza to raczej, że nie chce tego powiedzieć? Próbowałaś kiedy wyobrazić sobie życie przez wiele lat z człowiekiem, który nie mówi "kocham cię"? Okazuje się, że takie sytuacje się zdarzają, kiedy to jedna osoba nie jest w stanie wyrazić tej krótkiej deklaracji uczuć. Druga zaś bardzo często zastanawia się nad sensem tego jednego zdania. Pytanie w tytule można zamienić raczej na pytanie, w jaki sposób przekonałabyś samą siebie do tego, aby żyć z kimś, kto nie daje Ci tego czego chcesz? spis treści 1. Kocham Cię - gdy partner nie wyraża uczuć 2. Kocham Cię - dlaczego nie mówimy Kocham Cię? Kocham Cię - tworzenie fikcji 3. Kocham cię - zdrady Kocham cię - konsekwencje niemówienia o uczuciach Kocham cię a życiowe doświadczenia 4. Kocham Cię - brak satysfakcji w związku rozwiń 1. Kocham Cię - gdy partner nie wyraża uczuć Jeśli Twój partner nie mówi "Kocham Cię", być może zaczniesz sobie tłumaczyć, że jest on po prostu takim typem człowieka, który nie pokazuje otwarcie uczuć. Być może wytłumaczysz sobie to w taki sposób, że słowa nie wiele znaczą i niewiele kosztują, i że prawdziwa, miłość między ludźmi jest poza językiem. Być może przekonasz samego siebie, że Twój partner wychowywał się w rodzinie, gdzie trzymało się duży dystans i nie okazywało się uczuć; lub że aktualnie żyje w sytuacji presji i stresu w pracy, albo, że jest osobą poważnie podchodzącą do życia, dlatego nie możesz spodziewać się od niego romantycznych wyznań, które są charakterystyczne dla beztroskiego okresu dorastania. Być może w pewnym momencie zacznie Ci się wydawać, że to z Tobą coś jest nie w porządku, skoro oczekujesz tak absurdalnej deklaracji. Wszystkie te tłumaczenia powodują, że trwasz w pewnej niekomfortowej sytuacji, i unikasz konfrontacji z własnymi niezadowoleniem. Zobacz film: "Kiedy należy zgłosić się do psychiatry?" Stworzona przez Ciebie fikcja pozwala żyć przez długi czas z człowiekiem, który nie mówi, kocham Cię. Udało Ci się przekonać samą siebie, że on nie może tego powiedzieć, ale tak naprawdę, gdzieś głęboko masz świadomość, że on nie chce i dlatego po prostu tego nie powie. 2. Kocham Cię - dlaczego nie mówimy Kocham Cię? Być może sama byłaś w różnych związkach z innymi ludźmi i sama nie wypowiadałeś tych dwóch magicznych słów, dlatego może teraz lepiej będzie Ci zrozumieć, że kiedy nie potrafisz tego powiedzieć, oznacza to, że po prostu tego nie czujesz. Czy teraz nie wydaje się to bardziej oczywiste? Można więc wyciągnąć z tego bardzo prosty wniosek, że osoba, która nie mówi "kocham cię" zwyczajnie Cię nie kocha. Zobaczenie tego z innej perspektywy, jest łatwiejsze do zobaczenia, i czasem łatwiej się jest zmierzyć z nieprzyjemną, aczkolwiek oczywistą prawdą. Kocham Cię - tworzenie fikcji Tworzone przez nas fikcje przekonują nas na przykład, że nie ma dobrych miejsc pracy (a więc po co ich szukać), nie ma lepszych mieszkań, nie ma lepszych ludzi (więc trzeba trzymać tego jednego partnera, z którym aktualnie jesteśmy), nie sposób jest nic zmienić, bo to taki właśnie sposób funkcjonuje świat i zawsze tak będzie. Stworzone przez Ciebie wytłumaczenia przekonują Cię, że on powinien sam wyjechać na urlop (bez Ciebie), bo to przecież człowiek, który potrzebuje samotności. Przecież zajmuje się tworzeniem sztuki, muzyki, teorii naukowej, strategii dla nowego biznesu itp. Zrozumiałe jest, że on chce uciec ze swojego biura, żeby pobyć w lesie czy nad jeziorem. Ale podejrzany wydaje się fakt, że chce uciec od Ciebie. Każdy partner, który sugeruje, że po prostu nie rozumie na jakich zasadach funkcjonuje Wasz związek, raczej nie będzie on bardziej doceniać waszego związku po powrocie. Fakt, że chce od Ciebie wyjechać, nie oznacza później, że będzie bardziej czuły i wrażliwy. 3. Kocham cię - zdrady Czy samooszukiwanie działa tak samo jak w przypadku zdrady? Tłumaczeniem dlaczego on myśli, że w porządku jest sypianie z inną kobietą, jest fakt, że przecież tak bardzo Cię kocha.(„Kochanie czuje się tak dobrze w naszym związku, że wiem, wytrzymamy wszystko – a jakaś głupia zdrada, nie oznacza nic, absolutnie nic, w porównaniu z tym, co ja i Ty tworzymy wspólnie. Tak naprawdę, to pokazuje, jak bardzo wierzę w nas. Wiem, że nikt nie może nas rozdzielić, pamiętaj o tym zawsze, dobrze? Jesteś jedyna dla mnie. Tamta się nie liczy). Zaangażowanie w tworzenie tak skomplikowanej argumentacji jest godna najbardziej subtelnie zakamuflowanego morderstwa. Kocham cię - konsekwencje niemówienia o uczuciach Jak być w związku z osobą, która nie potrafi lub po prostu nie chce powiedzieć " kocham Cię:? Jeśli udaje Ci się to, to znaczy, że przekonujesz siebie, że wszystko jest dobrze, nawet jeśli tak nie jest. Tworzysz wytłumaczenia i fikcję, która zaciemnia prawdziwy obraz rzeczywistości i prawdziwe przyczyny, przez co stajesz się ślepa nawet na własne niezadowolenie i rozczarowanie. W konsekwencji zbyt łatwo rezygnujesz z próby wyznaczania kierunku własnego życia, jeśli nie widzisz rzeczy takimi jakie są, tworząc wygodną fikcję, to oddalasz od siebie możliwość wprowadzenia jakiekolwiek zmiany, która mogłaby okazać się trudna. Wygodne fikcje swoją drogą nie ograniczają się do spraw miłości i związków, chociaż w tych sytuacjach, są ona bardziej wyraźne, gdy obserwujemy życie innych ludzi. Kocham cię a życiowe doświadczenia Nasze wzory myślenia i funkcjonowania w stosunku do partnera, z którym jesteśmy w związku zmieniają się w wyniku wieloletnich doświadczeń. Jeśli, na przykład, kiedy byliśmy dziećmi, powiedziano nam, że dobre dziewczynki powinny poświęcać własne pragnienia na rzecz potrzeb innych osób, dorastając będziemy prawdopodobnie sądzić, że każdy akt poświęcenia uszlachetnia nas - czyniąc nas "jeszcze lepszymi". Poświęcamy więc własne potrzeby, co zawsze wiąże się z ryzykiem. W konsekwencji takiego postępowania część osób nie jesteśmy w stanie odczytywać i określać własnych pragnień czy marzeń, bo chętnie pozbywają ich się po to, aby ktoś inny był szczęśliwy. 4. Kocham Cię - brak satysfakcji w związku Jeśli wierzymy, że czymś normalnym jest ranienie ludzi, których kochamy, i że oni też mogą nas ranić, to jest prawdopodobne, że włączymy ten schemat myślenia do naszych stosunków i będziemy utożsamiać miłość z bólem nie tylko emocjonalnym, ale także fizycznym. Jesteśmy skłonni uwierzyć, że im bardziej boimy się straty, im silniej odczuwamy ból, tym większa jest nasza namiętność. Jeśli uważamy, że nigdy " prawdziwa miłość nigdy nie jest łatwa”, może się zdarzyć że będziemy pozostawać przez długi czas w związku, który nie daje nam już satysfakcji i w którym nie ma miłości, bo nie wierzymy coś lepszego mogłoby nam się przytrafić. Zatem fikcje tłumaczące niewygodną rzeczywistość czasami funkcjonują znakomicie – ale czasami mogą mieć przerażające konsekwencje. Skorzystaj z usług medycznych bez kolejek. Umów wizytę u specjalisty z e-receptą i e-zwolnieniem lub badanie na abcZdrowie Znajdź lekarza. polecamy fot. Adobe Stock Jesteśmy ponad 15 lat po ślubie. Tomek zawsze był mi wierny i nigdy mnie nie oszukał. Przynajmniej tak mi się wydawało. Boże, jak potwornie się poczułam, gdy przypadkiem usłyszałam jego rozmowę. – Nie, naprawdę dziś się nie wyrwę – przekonywał kogoś. – Muszę trochę popracować. A poza tym widzieliśmy się przecież wczoraj – dodał nieco zirytowany. – Spróbuję się wyrwać w sobotę – obiecał. Pewnie rozmawia z Wojtkiem, pomyślałam. Pamiętałam, jak wczoraj mówił, że wybiera się do niego na mecz, więc początkowo byłam przekonana, że tłumaczy coś przyjacielowi. Później jednak zaczęłam mieć wątpliwości. A może miał się spotkać z kobietą? Nie, to nie mogła być prawda. W sobotę Tomasz wcisnął mi kit o awarii w firmie i wyszedł. Miałam ochotę za nim pojechać i dowiedzieć się, gdzie tak naprawdę idzie, ale tylko przeszukałam jego kieszenie i biurko. W dolnej szufladzie znalazłam gorące liściki od jakieś Myszki, a w kieszeni jego ulubionego garnituru rachunek za kwiaty i kwit z drogiego hotelu. Zacisnęłam ze złości pięści i popłakałam się. Gdy w końcu się uspokoiłam, stwierdziłam, że na pewno nie oddam go tej myszy bez walki. Zadzwoniłam do Tomka. Początkowo nie odbierał, w końcu jednak usłyszałam niecierpliwe „halo”. – Jestem bardzo zajęty. W firmie jest urwanie głowy – mówił zdenerwowany. – Pękła rura, zalało nam pokój z dokumentacją, musimy się z tym uporać, zanim szlag trafi wszystkie papiery – tłumaczył. – Tomek, ale ja jakoś tak dziwnie się poczułam. Słabo mi, serce mnie boli. Przyjedź, boję się być sama – skłamałam. – No, przecież nie dam rady, mówię ci, że... Zresztą, dobra, będę za pół godziny. Gdyby co, dzwoń po karetkę. Łzy ciekły mi po policzkach. Powiedziałam mu, że zasłabłam, a on co? Zupełnie się tym nie przejął. Przyjechał jednak po godzinie. Wyglądał na wściekłego, za to jego ubranie było nieskazitelnie czyste. Gdyby sprzątał firmę, jak mówił, pewnie by się ubrudził – pomyślałam. – Czemu po mnie dzwoniłaś? – spytał szorstko. – Całkiem dobrze wyglądasz – dodał po chwili. – Przeszło ci? Może powinnaś iść do kardiologa? – zasugerował, podając mi szklankę wody. – A może to już pierwsze objawy menopauzy? Menopauzy?! Mam 39 lat! – chciałam krzyknąć, ale tylko wypiłam wodę i wyszłam z pokoju. Tomasz został w domu, ale przez cały dzień snuł się z miną męczennika, raz po raz piekląc się o jakieś drobiazgi. – Przeklęty dywanik. Ile razy ci mówiłem, żebyś go podkleiła?! – wybuchnął w końcu, potykając się w korytarzu. – A czemu ty tego nie zrobiłeś? – spytałam i zamknęłam się z książką w sypialni. Tomek przyszedł do mnie dopiero po północy, przedtem dość długo rozmawiał przez komórkę. Nie musiałam podsłuchiwać, od razu wiedziałam, że dzwonił do niej. Następnego dnia przeszłam do działania. Kiedy brał prysznic, spisałam z jego telefonu namiary na przeklętą Myszkę, zastanawiając się, czy będę miała na tyle odwagę, żeby do niej zadzwonić. W końcu po dwóch dniach wystukałam jej numer. – Tak? – głos w słuchawce był młody i beztroski. – Halo, kto mówi? – Dzień dobry. Dostałam pani numer od wspólnej znajomej. Chciałabym z panią o czymś porozmawiać – wydusiłam z siebie. – Od znajomej? To pewnie chciałaby pani się u mnie umalować? Robię fantastyczny makijaż. Własny mąż pani nie pozna – mówiła Myszka, zupełnie nie wyczuwając napięcia w moim głosie. Prowadziła salon kosmetyczny na spółkę z koleżanką. Weszłam do środka i od razu poznałam ją po głosie, lekko sepleniła. Atrakcyjna – stwierdziłam, mierząc ją wzrokiem i zastanawiając się, gdzie Tomasz mógł ją poznać? W barze? Na ulicy? W sklepie, a może przez Internet? Tyle się teraz słyszy o żonatych facetach, którzy surfują po sieci. No i znalazł sobie Myszkę, niech go diabli– pomyślałam, patrząc na jej zgrabne, długie nogi. Co prawda mam zmarszczki wokół oczu, ale figurę jeszcze niezłą. Czemu więc mnie zdradza? – Życzy sobie pani makijaż wieczorowy czy ma być spokojny? – zapytała, sięgając po paletę z kolorowymi cieniami do oczu. – Życzę sobie, żebyś zostawiła w spokoju mojego męża – stwierdziłam kategorycznie, spoglądając w olbrzymie lustro, przed którym mnie posadziła. Zatkało ją, ale szybko odzyskała tupet. – Tomasz nie wspominał, że jest żonaty. Mówił raczej o separacji i pani problemach emocjonalnych – oznajmiła. – Nie ma sprawy, mogę zniknąć. I tak już się z nim nudziłam. Nie mógł się wyrywać na całe noce – wzruszyła ramionami. Wstałam i wyszłam. Cała się trzęsłam, ale czułam też pewną satysfakcję. Nie przypuszczałam, że odważę się stanąć twarzą w twarz z tą kobietą i powiedzieć jej, że jestem żoną Tomasza. Przez następne dni obserwowałam uważnie męża. Był przygaszony, chwilami wściekły, wręcz agresywny. Kłócił się o wszystko albo na odwrót – zamykał się w sobie na całe dnie. Oczywiście wiedziałam, co było tego powodem – najwyraźniej Myszka dotrzymała słowa i spławiła Tomka. Cieszyłam się, podsuwając mu pod nos jego smakołyki i paradując przed nim w nowych seksownych ciuchach. Kochałam męża i teraz, gdy zakończył swój romans, wierzyłam, że odzyskam jego uczucie. – Może wybierzemy się do tej włoskiej knajpki? – zagadnęłam go którejś soboty. Marzyłam, że zjemy spaghetti, a potem siądziemy przy butelce chianti jak za dawnych czasów. Będziemy rozmawiać o naszych planach i marzeniach. Mój mąż ledwie mnie dostrzegał. Najpierw bezmyślnym wzrokiem wpatrywał się w menu, potem dłubał widelcem w swoim makaronie, raz za razem spoglądając to na okno, to na swoją leżącą na stoliku komórkę. – Czekasz na jakiś telefon? – zapytałam obojętnie, choć w środku kipiałam. Więc on jednak wciąż o niej myśli. – Nie – rzucił przez zęby, a potem patrzył w przestrzeń gdzieś ponad moją głową. Do końca kolacji odpowiadał jedynie monosylabami, potem wstał, powiedział, że boli go głowa, zapłacił i pociągnął mnie do wyjścia. Chciało mi się płakać, ale nie poddawałam się. Mijały tygodnie, a ja dzień po dniu starałam się ratować nasze małżeństwo. Skakałam koło niego, dbałam o siebie, organizowałam wspólne wyjścia i weekendowe wypady, a on? Znowu kogoś miał. Tym razem dowiedziałam się o tym od naszej wspólnej znajomej. – Słuchaj, Tomasz spotyka się z jakąś młodą dziewczyną z naszej firmy. Długo zastanawiałam się, czy ci o tym powiedzieć, ale uznałam, że masz prawo wiedzieć – stwierdziła Joanna, która od lat pracowała z moim mężem w biurze. Wpadłam w histerię, potem kilka dni przepłakałam, ale wciąż się nie poddawałam. Śledziłam Tomasza, w końcu wybrałam się do tej kobiety. Krzyczałam, groziłam, wyzwałam ją od najgorszych. Miałam szczęście – podobnie jak Myszka znikła z życia Tomasza, ale w naszym małżeństwie niczego to nie zmieniło. Minęły dwa miesiące i odkryłam, że mój mąż znowu zdradza mnie z jakąś młodą dziunią. Walczę. Śledzę go. Myślę, jak się z nią rozprawić. Czasem jednak, gdy leżę nocą u boku obojętnego męża, zaczynam się zastanawiać, ile jeszcze zniosę. Czy dla największej nawet miłości można zrezygnować ze swojej dumy i godności? Leżę, wsłuchując się w równy oddech Tomasza i nie wyobrażam sobie dnia, w którym on po prostu się spakuje i odejdzie. Tak bardzo go kocham. Może należę do tych kobiet, które bardziej niż godność cenią pozory? – myślę, obracając się na drugi bok. Zegarek pokazuje 4:30 nad ranem, ale wiem, że już nie usnę. Księżyc rzuca srebrną poświatę na twarz Tomasza i widzę, że mąż uśmiecha się przez sen. Śni o niej – myślę przez łzy. Czuję żal, ale i nadzieję. Nadzieję, że któregoś dnia on zmądrzeje i będzie jak dawniej. Bo z mojej strony nic się nie zmieni. Już wiem, że nigdy nie pozwolę mu odejść. Chcesz podzielić się z innymi swoją historią? Napisz na redakcja@ Więcej listów do redakcji:„W wieku 16 lat oddałam córkę do adopcji. Teraz uratowałam życie wnuczce, która była ciężko chora”„Mój narzeczony pochodził z majętnej rodziny z koneksjami, a ja nie śmierdziałam groszem. To nie mogło się uda攄W wieku 45 lat zostanę po raz drugi mamą i po raz pierwszy babcią. Nie planowałam tego, ale tak w życiu bywa”

mąż mnie kocha a ja go nie